
Co zabrać na surfing?
Tak naprawdę to jest jedno z najważniejszych pytań, które wpływa na wszystko co będzie się dalej działo. Wiele zależy od miejsca do którego jedziesz. Czy to surfowanie na Sri Lance, Wyspy Kanaryjskie, albo Portugalia i pływanie w Peniche - każde z tych miejsc różni się praktycznie wszystkim, ale co najważniejsze - łączy je surfing.
Przed stworzeniem listy rzeczy do zabrania na wyjazd, warto rozeznać się w kilku tematach. Pogoda i temperatura na brzegu i w wodzie to ten najbardziej oczywisty. Dobre dopasowanie pianki neoprenowej do warunków to podstawa, tak aby zamiast marznąć można było pływać od świtu do nocy. Nasłonecznienie i rodzaj dna z kolei wpływa na to, co warto zabrać ze sobą z rzeczy, które niekoniecznie musisz już mieć w szafie. Na koniec nie można zapomnieć o sprawdzeniu sposobu, w jaki będziesz jeździć na plażę z deską. Rzadko się zdarza, że można spać w hotelu zaraz na spocie, a nie ma nic gorszego niż drobne uszkodzenia deski, które powstają najczęściej właśnie w momencie dojazdu na spot.
Jeśli wiesz już wszystko na temat miejsca do którego wyjeżdżasz, można zacząć się szykować i stworzyć sobie listę rzeczy tzw. Essentiali do zabrania na surf camp. Poniżej trzy najważniejsze rzeczy, które zawsze warto mieć ze sobą :
1. Wosk do deski na odpowiednią temperaturę, bo to mała rzecz, a prawda jest taka, że pierwsza rzecz o jakiej myślisz na wyjeździe to pływanie, a nie zakupy. My najchętniej z lotniska jedziemy prosto na spot, a każdy wie, że w takiej sytuacji nie ma czasu do stracenia. Są też takie sytuacje, kiedy w okolicy spotu nie ma żadnego surf shopu, także zrób research przed wyjazdem i zabierz tą kostkę więcej. Nie zmarnuje się. Wosk nie ma daty przydatności, a zawsze można zrobić dobry uczynek i poratować kolegę. Dodatkowo warto mieć przy sobie taki grzebyk do wosku. Czasami dobre czesanie może wycisnąć ze starego wosku jeszcze trochę przyczepności i uratować sesję.
2. Solarez lub inny zestaw naprawczy, który jest w dobrym stanie i wiesz jak go używać. Nie ma nic gorszego niż mikro pękniecie na desce. Coś co wygląda niewinnie, ale jeśli tego nie naprawisz, woda będzie sączyć się do deski, a po całym dniu pływania okaże się, że deska wymaga grubszej naprawy. Mały zestaw naprawczy, który utwardza się w promieniach UV to absolutny lifesaver. Nawet jeśli nie jesteście specjalistami w robótkach ręcznych, to można potraktować to jak opatrunek, który pozwoli Wam skończyć pływanie, albo zaliczyć jeszcze jedną sesję. Deska spokojnie wytrzyma, a potem będzie czas na zrobienie jej u shapera na bóstwo.
3. Coś przeciwsłonecznego - dla jednych będzie to kapelusz lub czapka do pływania, a dla innych zwykły filtr SPF. Tutaj to bardzo osobista sprawa, zależy też od natężenia słońca w miejscu, do którego jedziesz. Po tym jak kiedyś w Panamie słońce spaliło mnie dosłownie wszędzie gdzie się dało, wyznaję teorię, że najlepiej się schować jak księżniczka z bliskiego wschodu za kurtyną złożoną z długiej lycry z kapturem, kapelusza i kremu z cynkiem. Natomiast nie można dać się też zwariować i zawsze warto korzystać ze zdrowego rozsądku, także na jesieni do Portugalii wystarczy sztyft z filtrem i też będzie dobrze.
Oczywiście lista rzeczy od zabrania jest długa, a te trzy pozycja to tylko takie najważniejsze. Jeśli tak jak my jesteś fanem bycia gotowym na każdą okoliczność, to zawsze warto mieć w pokrowcu dodatkowe finy i zapasowy leash. Druga deska to też dobry pomysł. Zapasowa pianka, żeby zawsze zakładać suchą - czemu nie.
Konkluzja jest taka, że każdy musi znaleźć swój optymalny zestaw do zabrania. Z mojej strony jedno czego jestem pewien, to tego, żeby wszystko sprawdzić co najmniej tydzień przed wyjazdem i zamówić ewentualne braki z zapasem. Widziałem za dużo osób, które dzień przed wyjazdem dzwonią do nas, że potrzebują pianki na wczoraj. Zawsze poratujemy, ale kiedyś może okazać się, że będzie już za późno. I co wtedy?
PS. Byśmy zapomnieli - zatyczki do uszu Surf Ears. Bez tego nigdy nie wchodzimy do wody, nawet pod prysznic. Nie ma nic gorszego niż zapalenie ucha na wyjeździe, także zatyczki muszą być - nieważne czy to ciepła czy zimna woda, lepiej żeby nie wpadała do ucha.
